Tutaj, pod tym tytułem, będę wpisywała miasta z restauracjami (a czasem i zwyczajnie z barami), jakie warto odwiedzić.

Nie opiszę wszystkich, w których jadałam, a jedynie te, które naprawdę WARTO ODWIEDZIĆ. Litościwie pomijam te, w których po prostu się nie jada. A nie jada się: czy to ze względu na obsługę mającą w nosie klienta, czy ze względu na niekoniecznie zadowalającą jakość podania i jedzenia.

Opinie wyrabiałam sobie sama jedząc w poszczególnych miejscach, ale też niektóre miejsca „odkrywałam” dzięki znajomym czy Rodzinie.  Zawsze jednak smaki weryfikuję osobiście. Uchodzę za czepialską, a nawet krytykanta, ale też niestety nie wszystko, co w TripAdvisor ma 10 gwiazdek, faktycznie na nie zasługuje. Tym bardziej więc polecam to – co polecam. 🙂

A zatem – smacznego !

BORGOWO

Restauracja Przystań w Borgowie, to znakomity przystanek na trasie. To trasa 434 ze Śremu na Dolsk. Po lewej stronie, jakieś 4 km za Śremem. Warto zadzwonić wcześniej i umówić menu. Znakomity schabowy i wspaniały królik! A poza tym – przemiła atmosfera, i ceny nader przyjazne. Bardzo polecam i dziękuję Koledze, który mi Borgowo polecił 😉

BOLESŁAWIEC

Motel i Karczma w Łące – DW 297, 2,3 km za Dąbrową Bolesławiecką w stronę Bolesławca. Przy stacji Orlen.

Ten wybór był aktem rozpaczy pilockiej. Biuro, zlecające pilotaż tak upchało program, że nie było ani chwili nawet na przysłowiową toaletę. Wiadomo, że lunch rzecz święta i MUSI być wkalkulowany w tzw. czasówkę (polecam każdemu biuru turę z wycieczką, jaką organizuje, żeby naocznie przekonać się czego nie wciskać w program). Wymyśliłam więc, że najlepszym momentem będzie posiłek na trasie. Ponieważ jedyne miejsce gdzie w ogóle ze mną chciano rozmawiać, to była właśnie karczma, więc właśnie tam zjedliśmy.

No ludzie! jakież wspaniałe schabowe tam podają!! A jaki dobry rosół! Surówki przeszły nasze oczekiwania. Świeże, świetnie przyprawione. A wszystko ładnie podane!

Należy zadzwonić wcześniej, umówić się, ustalić menu – i kiedy grupa wejdzie, miłe panie stanowiące obsługę karczmy – dosłownie zastawiają stoły jedzeniem. Jedyny minus, to jedna toaleta, ale nieopodal znajduje się stacja paliw, więc nawet z większą grupą można sobie poradzić.

Polecam z czystym sercem.

CHEŁMNO

Karczma Chełmińska – przy ul. 22 Stycznia 1. Ten adres oznacza znakomite jedzenie. Domowe. I podane z uśmiechem. No i tzw. diety różne nie stanowią problemu, a kulinarne fanaberie gości spełniane z wielką cierpliwością. Właściwie trudno mi opisać jakość jedzenia, bo ślinotok na wspomnienie dań hamuje moje zapędy. Ale polecam bardzo żurek, no i polędwiczki wieprzowe w sosie miodowym, no i udko kaczki… Ach… 🙂

DWOREK

Flis – zajazd na trasie tzw. warszawskiej, 27,5 km za Gdańskiem w stronę Warszawy, tuż przy światłach i zakręcie na Nową Kościelnicę. Budynek nijak nie przypominający architektury żuławskiej. Wnętrze surowe raczej – nastawione na obsługę ruchu turystycznego. I dlatego warto się tu zatrzymać na obiad. Bowiem dania są spore, smaczne i tanie. Od lat jadam tam z grupami i sama, w drodze do lub z Gdańska. Zawsze niezmiennie cierpliwa pani gotowa doradzić co zamówić. Grupy obsługiwane są sprawnie, dzięki wcześniejszemu ustaleniu menu, a do tego uprzejmie. Warto zapamiętać adres. Jako, że obecnie krajowa Siódemka jest rozbudowana, do Flisa należy zjechać z trasy. Ale warto.

DOBRE MIASTO

Hotel Kopczyński – Restauracja Wiktoria przy ul. Orła Białego 18, niemal na zakręcie nieopodal słynnej baszty, znanej z bocianiego gniazda. Mają w Wiktorii świetne jedzenie. Typowo polska kuchnia i przemiła obsługa. Żadna z moich tras wiodących, nawet tylko w okolicy Dobrego Miasta, nie omija tego miejsca na mapie gastronomicznej. I zawsze wszyscy wychodzą stamtąd objedzeni i zachwyceni polską kuchnią. No i zachwyceni cenami, bo te są naprawdę arcy-przystępne.

GALINY

Pałac w Galinach – to nie tylko wspaniały hotel, z wyjątkową atmosferą, gdzie nawet pies z kotem są przyjaźnie do siebie nastawieni. To także KUCHNIA. Nie lubię kaczki, ani kluseczek ani musu czekoladowego… Ale do dzisiaj wspominam właśnie kaczuchę z kluseczkami zrobioną wyśmienicie. Z chrupiącą skórką, i rozpływającym się w ustach mięskiem (co w przypadku kaczki jest niezwykle trudną sztuką). Do tego mus czekoladowy… wepchnęłam go w siebie żałując, że nie mam 8 żołądków (czy nawet 9) jak słynny Alf.Do tego mają wyśmienite śniadania. Chleb pachnący chlebem a nie kwasem, prawdziwe masło, i mleko, a także dżemy robione na miejscu i miód pachnący łąkami. Nie wspominam o wędlinach, bowiem ten wpis robię wieczorem i już słyszę jak mój żołądek głośno dopomina się podróży do Galin… Polecam z czystym sercem, z tym większą satysfakcją, że kiedyś poleciłam to miejsce niesłychanym snobom. Takim typowym nouveau riche, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wyjechali stamtąd w milczeniu, nie mieli się czego przyczepić bidule… 🙂 i obrazili się na mnie śmiertelnie. Za moje trzy słowa: a nie mówiłam… 🙂

GDAŃSK

Restauracja Zafishowani w Hotelu Hanza to dla smakoszy dodatkowy atut hotelu. Postawili na ryby. W końcu ktoś w Gdańsku!!! Nie znoszę bobu, ale ich Turbot na sosie cytrynowo – szafranowym z czarną soczewicą i blanszowanym bobem po prostu – jak mawia młodzież – wymiata!

Gdański Bowke – przy Długim Pobrzeżu 11. To przede wszystkim atmosfera i obsługa – jako pierwsze wrażenie. A to liczy się ogromnie, bo jak Cię widzą, tak Cię piszą… No a do tego jeszcze smakowitości na talerzu. Nawet bigos, którego nie lubię – tam mi bardzo smakował 🙂 czy z grupami, czy indywidualnie – polecam pyszności, nie tylko obiadowe. Na samo wspomnienie o śledziu na puree z jabłka – leci mi ślinka 🙂 A golonka na puree ziemniaczanym po prostu rozpływa się w ustach.

Piwna 47 – Hm, żeberka karmelizowane w miodzie… Aż mi się dusza uśmiecha na wspomnienie smaku. A szczawiowa przypomina smaki dzieciństwa. To tylko dwa z wielu znakomitych dań, jakie mogą zachwycić podniebienie. Do tego obsługa, która lubi swoją pracę i lubi ludzi. No i mają wspaniałe pokłady cierpliwości. Nie lubię wina. Dla mnie każde smakuje tak samo. A Piwna 47 ma niesłychaną cierpliwość, by wytłumaczyć które i dlaczego polecają.  I – o dziwo tutaj wino smakuje. 😉

Goldwasser – przy Długim Pobrzeżu 22 – zawsze miło, z ogromną cierpliwością a co najważniejsze – z dbałością o klienta. Poziom niezmienny od lat – zawsze bardzo dobry.

Swojski Smak  – przy ul. Jana Heweliusza 25/27, to świetna i niedroga restauracja w raczej niespodziewanym miejscu. No bo ten kawałek Gdańska – czyli ulica Heweliusza nie należy do nadzwyczajnych atrakcji. Ale w momencie kiedy dostaniemy talerz, zapominamy o otoczeniu. Niebo w gębie, to najkrótszy opis. I co najważniejsze, trwają tam od lat, i od lat trzymają poziom!!!!

Pan Kejk – to lokal przy ulicy Długiej. Podają tam znakomite naleśniki ale i bardzo smaczne placki kartoflane (u nas w domu zawsze się mówiło kartoflane i tak zostanie). Obsługa jest przemiła, jednak marzy się, by panie kelnerki znały skład dania. Mam w rodzinie osoby związane z gastronomią, więc patrzę nieco krytycznie. Ale to nie jest absolutnie żaden minus PanKejka. Myślę, że panie się „wyrobią”. Ceny? przystępne. Czas oczekiwania? To nie Fast Food! Jednak nie jest źle, bo „produkcja idzie” na bieżąco. Słowem – polecam.

La Pampa – (dwa lokale: przy ul. Szerokiej 32, lub Szewskiej 1/4), to absolutny hit dla tych, którzy uwielbiają steki! Porcje spore, i przyznam, że mimo łakomstwa z trudem dokończyłam danie 🙂

Restauracja KOS – ul. Piwna 9/10. Mają smaczne jedzenie, aczkolwiek stali bywalcy tęsknią za poprzednim menu (tym sprzed rozbudowy). Mają jednak dobre burgery i miłą obsługę – więc polecam.

Bar Turystyczny – ul. Szeroka 8/10. To jest zdecydowanie KRÓL wszystkich barów mlecznych. Nigdzie indziej (powtarzam – NIGDZIE), nie podają tak znakomitych klusek leniwych. I takiego krupniku. Bo to jest tak: wyszukane dania przyrządzić stosunkowo łatwo, bo wystarczy trzymać się przepisu, i mody. A jeśli się nie uda, zawsze można nazwać to kuchnią „fusion”.  😉 Ale przyrządzić coś, co każdy zna z domu, i pamięta smak kuchni matki/babci/ojca/dziadka/cioci (niepotrzebne skreślić) – to już jest wyższa szkoła kulinarnej jazdy. A tę, akurat załoga Baru Turystycznego opanowała do perfekcji. Nie dziwią więc horrendalne kolejki w sezonie (a i poza nim także).

Szafarnia 10 – to lokal, mieszczący się w nieciekawym budynku biurowym. Lokalizacja jednak jest znakomita, a dodatkowym atutem – mogącym wystarczyć za deser – jest taras dostępny z 9 piętra. Menu jest urozmaicone i podawane w ciekawy sposób a ceny zróżnicowane. Ale najważniejsza informacja dotyczy jedzenia. Warto się wybrać choćby po to by spróbować przystawek. Ktoś, kto nie lubi, albo nie jadł ozorków – po wizycie w Szafarni 10, zmieni zdanie. Kruche, chrupiące, i do tego łagodnie przyprawione. Chyba można to zaliczyć śmiało do tzw. hitów kulinarnych. Widać, i da się odczuć smakowo, że szef kuchni lubi to co robi 🙂

Piwnica Rajców – przy Długim Targu, to smakowity adres. Świetna zupa rybna, pyszny halibut, ale też i polędwiczki wieprzowe. Nie jadłam wszystkiego, bo nie mam niestety 9 żołądków jak słynny Alf. Znakomitym pomysłem jest Piwna Ściana. Jako, że to nie tylko restauracja a także browar, to jest to dodatkową atrakcją miejsca.

Majolika – warto tam zarezerwować stolik na obiad, choćby dla wspaniale odrestaurowanych wnętrz. Co do menu – należy zawierzyć Szefowi Kuchni. Ja skusiłam się na policzki z sandacza. Mimo, że nie przepadam za sandaczem, ten był wyśmienity. Najkrótsza charakterystyka tego dania, to taka, że rozpływało się w ustach. Tego dnia spróbowałam też konfitowane udo z kaczki. I było dobrze zrobione. A wiadomo, że wbrew pozorom niełatwo sobie poradzić z kaczuchą. Do tego kasza gryczana miała dobrą konsystencję i znakomity smak i zapach. Wybierałam dania za którymi nie przepadam, tak by sprawdzić jak się mają na talerzach i w ustach. Ano – mają się znakomicie. Deserów nie jadłam, bo nie przepadam za słodkim, ale zerkałam na sąsiednie talerze, i to co przy nich jedzono wyglądało smakowicie… Polecam z czystym sercem. Poza tym – trzeba pamiętać, że to bodaj jedno z 3 tylko wnętrz z ORYGINALNĄ majoliką kadyńską. Więc już dla samego wnętrza warto tu przyjść zjeść.

OLIWA (Oliwę potraktowałam osobno, historycznie)

Bar przy Potoku – koło Katedry w Oliwie – jest swoistym ewenementem. Otóż, niezmiennie od lat trzyma jakość. I niezmiennie od lat te same panie witają zgłodniałych przy okienku. Ja oczywiście jadam tam pierogi, bo są naprawdę domowe, ale na wspomnienie flaczków, czy żurku buzia rozjeżdża mi się w uśmiechu… Polecam – w czasie prezentacji organów, kiedy grupa w uduchowieniu słucha, spokojnie można zjeść pyszności… Polecam.

Fusion Sushi  – adres: Stary Rynek Oliwski 9. Bardzo lubię sushi, ale nie znoszę krewetek, co nie wszędzie jest rozumiane. Tutaj tak. I jest możliwość powybrzydzania nad menu. Obsługa jest miła i cierpliwa. I naprawdę cieszę się, że czas jakiś temu odkryłam ten malutki lokal na trasie „do wszędzie”. Polecam.

GDYNIA

Pierożek przy dawnej Alei Zjednoczenia (przemianowanej niezbyt fortunnie na bodaj JP2) – dokładnie vis a vis ORP Błyskawica. Jedzenie jakie podają, nie mieści się w klasyfikacji. Pierogi są smakowite – zapiekane (menu jest bardzo bogate), a do tego ilość spokojnie wystarcza na dwie osoby. Nawet przy dużym głodzie. Ze zgrozą myślę o tłumach w lecie 😉

Bollywood Lounge – smakuje naprawdę po hindusku. Aczkolwiek brakuje tradycyjnych dodatków do curry. Ale w tym przypadku brakuje mi obiektywizmu, bowiem po lunchu w Apapa Club, gdzie jedzenie naprawdę było hinduskie, a nadto na innych komponentach, bo tam i wtedy, trudno mi polubić jakiekolwiek hinduskie jedzenie w Polsce.Ale polecam tę restaurację, bowiem jedzenia sporo, ceny dość przyjazne, no i jedzonko smaczne. I tu jestem obiektywna.

Pączuś – to mała cukiernia niemal dosłownie na skrzyżowaniu ulic 10 Lutego i Świętojańskiej. Od lat istnieje i od lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Ich pączki robione są „na oczach” wygłodniałego a może raczej łakomego klienta. I jeden spokojnie wystarczy za dwa. I mimo, że nie lubię pączków, bo w ogóle za słodkościami nie przepadam, to tam akurat zapominam o swojej awersji do ciastek. Karnie staję w kolejce, mając zawsze problem z wyborem nadzienia 🙂

GIETRZWAŁD

Karczma Warmińska – wciąż lubię tam jadać. Kwaśniak warmiński niezmiennie przypomina smaki dzieciństwa. A niełatwo zrobić kapuśniak, który jest „w sam raz” 🙂

I jest to jedyne miejsce w Gietrzwałdzie w którym można zjeść smakowicie i znakomicie, a także jedyne w okolicy (!), w którym bez względu na zasób portfela, czy narodowość, goście traktowani są jednakowo, z szacunkiem.

GIŻYCKO

Restauracja Kuchnie Świata była pierwszą restauracją, która mi wpadła do głowy, kiedy grupa nagle orzekła, że wszyscy zaraz zejdą z głodu. Na szczęście nie był to jakiś tłum, ale tak czy inaczej – obsługa zareagowała bardzo miło, i na dodatek jedzonko wszystkim bardzo smakowało – polecam.

Elbląg

Złoty Żuraw – ta restauracja była aktem rozpaczy. Głodne po którymś szkoleniu, szukałyśmy z koleżankami  miejsca gdzie można smacznie i tanio zjeść. Moją ulubioną pierogarnię zastałam zamkniętą, a na ich stronie pojawiła się informacja o zawieszeniu działalności w lokalu przy Mostowej. No i myślałam, że to już koniec moich przyjemności podniebieniowych w Elblągu. Któraś z koleżanek zaproponowała „chińczyka”… No i tak już zostało. W Złotym Żurawiu jedzenie jest prze-wyśmienite, a na dodatek tanie. Z czystym sercem POLECAM.

Studnia Smaków – przyznam, że miałam mieszane uczucia, kiedy weszłam do restauracji po raz pierwszy. Dość ciasno, i wydawało mi się, że chaotycznie. A następnie jednak przyszłam z niezwykle trudną grupą, i ta została obsłużona szybko, sprawnie, i na dodatek z licznymi trudnymi dietami. I to nie tam jakimiś „banalnymi bezglutenami”, ale z dietami, o których dotychczas nie miałam pojęcia. Znakomita obsługa, doskonale wiedziała (lepiej ode mnie 😉 ) o co chodziło w tych dietach. A że mieliśmy ograniczony czas, zostaliśmy obsłużeni niezwykle sprawnie. Wszystko z uśmiechem i niezwykłą cierpliwością. Goście byli bardzo trudni, bo tzw. „stare Imperium Brytyjskie”. Wszyscy wyszli zachwyceni. A co z jakością jedzonka? Polecam golonkę 🙂 Bo ja akurat kocham to danie, ale żurek też znakomity, no i warto zdać się na sugestie obsługi. Polecam bardzo.

KĘTRZYN

Zajazd pod Zamkiem – akurat czekali chyba na grupę, ale mimo tego zostaliśmy posadzeni przy stoliku, doradzono nam, co zjeść. Nie pamiętam już, co to było – ale pamiętam, że było smaczne. I niedrogie, co ważne dla podróżujących. Na dodatek nie czekaliśmy długo. 😉 Polecam.Uwaga!!! wpis sprzed sławetnych rewolucji pewnej restauratorki (?) nie gwarantuję że wciąż smacznie. Bowiem u samej owej pani w stolicy pierogi są niesmaczne…

KRAKÓW 

Chłopskie Jadło – przy ul. Grodzkiej 9. W tym przypadku nie potrzeba wielu słów. Jedzenie znakomite, a obsługa niezwykle serdeczna. Miałam wyjątkowo trudną grupę, i właśnie sadzając ich w Chłopskim Jadle mogłam odpocząć, i odetchnąć. Na dodatek mój popłoch w kwestii dziwnych diet ugasili w zarodku 🙂

Kogel Mogel przy Siennej – od lat jadam tam z grupami, a do tego mamy zawsze warsztaty pierogowe. Tak jedzenie jak i obsługa znakomite!

KRUTYŃ

Restauracja Mazurska – to znakomity przystanek nad Krutynią. Właściciele sprawiają, że nawet zwykłe kartofle smakują znakomicie. A sandacz w kurkach to po prostu niebo w gębie!!!! Tam po prostu trzeba zjeść.

LIDZBARK WARMIŃSKI

Starówka – znajduje się przy ul. Hożej, tuż przy murach miejskich. Chciałam tam zjeść, bo jak tu zaproponować grupie obiad, nie wiedząc jak smakuje. Polecam bardzo. Lokal sympatyczny (mimo, że ja akurat trafiłam na jakieś babskie zgromadzenie, podczas którego kobiety krzyczały jedna przez drugą), jedzenie smaczne, i obsługa bardzo sympatyczna.

Pizzeria/Pierogi przy ul. Dębowej 5, niemal tuż przy Bramie Wysokiej (od strony wschodniej). Nie lubię pizzy, więc nie wiem jaką tam podają, ale za to pierogi są rewelacyjne. Malutki lokal, ale warto nawet poczekać na stolik.

LIPNO

Raz Dwa Trzy – życiem rządzą przypadki, i tak też trafiłam z grupą tutaj. Z trasy, bez zapowiedzi. A tu – miła niespodzianka, bufet, i miłe panie podające wybrane dania.  Pyszne gołąbki! Szybko, sprawnie i TANIO. Od tego momentu – wracam! I polecam.

MALBORK

Gothic Cafe – o Bogdanie Gałązce i jego restauracji napisałam już tyle, że właściwie nic nowego nie wymyślę. No bo ileż można piać z zachwytu 😉 Ileż można przypominać, że nie znoszę dyni, a za jego zupę dyniową dałabym się nawet i pokroić 😉 no i te pierogi… Ja w ogóle kocham pierogi, więc całą Polskę mam rozpisaną na pierogi. A te tutaj, to niebo w gębie. Ale też są i kanapki, które przyprawiają mnie o westchnienie niedowierzania ilekroć je widzę. Są piętrowe, i mam wrażenie że za każdym razem są wyższe 😉 nie będę opisywała poszczególnych pozycji z menu – to po prostu TRZEBA zobaczyć i trzeba spróbować 😀

MIKOŁAJKI

Spiżarnia – to miejsce, gdzie można się najeść w miłej atmosferze, i do tego niedrogo i smacznie. Niewiele jest takich miejsc w znanych miejscowościach. A Mikołajki przecież w lecie zatłoczone są niesłychanie. Jadłam tam już chyba wszędzie, ale zdecydowanie polecam właśnie Spiżarnię. I na dodatek już sama nazwa kojarzy się ze smakowitościami 🙂

NOWY DWÓR GDAŃSKI

Willa Joker – po remoncie, po renowacji także kuchni, bardzo smaczne jedzenie i przemiłą obsługa. A co ważne, ładne i czyste pokoje. Ceny – nader przystępne. Więc jeśli ktoś lubi się „szwendać” po Żuławach a niekoniecznie chce na noc wracać do domu, to polecam bardzo. Rosół jest naprawdę domowy, flaczki znakomicie przyprawione, żeberka palce lizać, a polędwiczki w sosie z grzybów leśnych to po prostu marzenie. A więc – bardzo polecam.  🙂

OŚWIĘCIM

Art. Deco – mimo sąsiedztwa Obozu Niemieckiego, to jedyne przyzwoite miejsce do zjedzenia lunchu z grupą przed wyruszeniem w dalszą trasę. Bo wizyta w Auschwitz to przeważnie przerwa w trasie właśnie, i potem trzeba gonić dalej. Ważne więc by goście coś zjedli, zanim z głodu i emocji zejdą. No i dlatego od lat jadam w Art Deco. Ustalamy menu telefonicznie, czasem dla pewności zapisuję nazwiska gości przy daniach, żeby było szybciej. I zawsze jedzenie jest na czas, smaczne i do tego podane z uśmiechem. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu mimo niezwykłego ruchu, panie serwujące dania zawsze mają dobre słowo i uśmiech (nie przyklejony) na twarzy.

OLSZTYN

Pierogarnia Bruner – co tu dużo mówić… wyśmienite pierogi i bardzo miła obsługa, a do tego ceny bardzo przyjazne. Ja w ogóle bardzo lubię Olsztyn, ale jako naczelny łasuch – lubię lubić moje miejsca także za jedzenie. 😉

Restauracja Staromiejska – Od zawsze tam jadałam, i od zawsze był to dla mnie synonim dnia wolnego, wycieczki, zwiedzania. Dlatego przywiązana jestem do Staromiejskiej. I lubię tam jadać, cokolwiek. Bo mi to przypomina młodość.

OLSZTYNEK

Karczma w skansenie – Tutaj cokolwiek – począwszy od chleba, a na tradycyjnym schabowym kończąc – jest smaczne. W lecie nieco trudno wejść z grupą z marszu, ale od czego są  telefony 😉 Niestety mimo bardzo miłej obsługi – kuchnia jest bardzo wolna. I trzeba się liczyć z co najmniej godzinnym opóźnieniem, bez względu na to czy się ustali menu czy nie. I UWAGA – czasem trzeba tłumaczyć na języki obce, aczkolwiek już coraz rzadziej. 😉

PAPROTNIA

Kuźnia Napoleońska – to restauracja, która zdecydowanie zmieniła się na lepsze. Jako, że często jeżdżę z pielgrzymkami, to siłą rzeczy trasa wiedzie do Niepokalanowa. No i zawsze pojawia się odwieczny problem, gdzie zjeść. Już nie pamiętam jak trafiłam do Kuźni. Ale od „paru ładnych lat” karmią moje grupy, i zawsze wszyscy wychodzą bardzo zadowoleni, i najedzeni.

PIASKI – czy jak kto woli Nowa Karczma (k. Krynicy Morskiej)

Four Winds (Restauracja i Hotel) No, tutaj to mam problem z definicją. I klasyfikacją. Bo jeśli napiszę że to hotel, to okaże się, że nie ma nic z typowo hotelowej atmosfery anonimowości. A jeśli napiszę, że pensjonat, to będzie krzywdzące.Jedno jest wszakże pewne, Karol Urbanowicz, który jest właścicielem, postawił na kuchnię. I to jaką!! Jeśli łosoś, to wyłącznie bałtycki! I to podany w taki sposób, że aż korci, żeby zrobić zdjęcie… Krewetki, halibut, czy węgorz – wszystko to znakomicie przyrządzone i bardzo atrakcyjnie podane. O tym, że kuchnia znakomita, świadczą tłumy w porze obiadowej.

RESZEL

Hotel Zamek ma świetną restaurację. I właściwie tym jednym zdaniem można wyrazić wszystko. Ale – jeśli kiedykolwiek ktokolwiek zdecyduje się na obiad w restauracji zamkowej, niech lepiej uważa, bo porcje są słuszne, a smak tak wyborny, że będąc już najedzonym – je się na zapas. ;)Śniadania pachną świeżymi bułkami. Nie takimi dmuchanymi jak w gdańskich piekarniach. Prawdziwymi. Pachnącymi dzieciństwem. Do tego masło o konsystencji prawdziwego masła, a nie bryły kupowanej w markecie. No i jajecznica z jajek o żółtkach pomarańczowych niemal, i ze szczypiorkiem. Bardzo smaczna kawa, i mleko warmińskie.

RYN

Karczma u Wallenroda – Nie spodobało nam się w zamku ryńskim. Czasy świetności zdecydowanie ma już za sobą. Zmieniliśmy plany, postanowiliśmy ani nie nocować, ani nie jeść, za to obeszliśmy miasteczko dokoła. To akurat nie zabiera wiele czasu. I tak trafiliśmy do Karczmy. Kotlet schabowy, jakiego tam jadłam był soczysty i pulchny, taki jak kiedyś robił Akpan… kartofle puree były znakomicie przyprawione. A mizeria smakowała, jak dawno żadna inna. Na deser już nie mieliśmy miejsca. I w ten sposób mamy znakomite miejsce na obiady w trasie. Jako, że od paru lat tak się składa, że z moimi grupami mieszkam w Rynie na Zamku, Karczma u Wallenroda często mnie ostatnio widuje. 😉 Do zachwytu nad kotletem schabowym – dodaję więc jeszcze placki ziemniaczane! znakomite! Smakują niemal jak domowe.

SEJNY

Karczma, w której posiłki warte są dodatkowych centymetrów w pasie… a obsługa ma wręcz boską cierpliwość. Nie mam korzeni litewskich, ani polskich na Litwie, i nie przepadam za jedzeniem tradycyjnym. Ale muszę przyznać, że tutaj nawet mnie smakowało wszystko.

SOPOT

Nie znoszę Sopotu z jego sezonowym tandemem: tandetą i kiczem… Poza tym jest to jedno z najbardziej nieprzyjaznych turystom miast jakie odwiedzam…Ale….

Piaskownica to osobny rozdział. Stała się niemal naszą rodzinną knajpką na lato. Znakomite jedzenie (ach te pierogi z jagodami!!) i błysk w oku właścicieli, kiedy rozpoznają stałych klientów – a do tego ceny bardziej niż przyjazne – to wszystko powoduje, że tylko czekamy na okazję by się skrzyknąć rodzinnie i zgodnie pomaszerować alejką nadmorską ku restauracji na cokolwiek, byle tam 🙂

Dom Sushi ( Bohaterów Monte Cassino 38) – bardzo lubię sushi. I kiedyś, kiedy jeszcze nie bardzo wiedziałam jak się za to-to zabrać, właśnie tam wprowadzono mnie w niuanse. A więc polecam bardzo, bo nie tylko cierpliwa i sympatyczna obsługa, ale też i możliwość skomponowania swojego talerzyka. a nadto – możliwość wykupienia lekcji u sushi mastera.

ŚW. LIPKA

Karczma Berta – to miejsce, gdzie lepiej się zaanonsować wcześniej. Bowiem zawsze brakuje miejsca. I nie dziwota. Jedzenie mają znakomite, miejsce cudne. Obsługa – serdeczna. I czegóż chcieć więcej. Ja oczywiście zawsze sprawdzam jakość pierogów. Jeśli są smaczne, to znaczy że i reszta też. Tutaj – 100% pierogów w pierogach 🙂 Polecam zawsze, bo mają tu naprawdę znakomite jedzenie. A i ogrzać się można w cieple niemal rodzinnym, już od samego progu.

TORUŃ

4 Pory Roku – od lat tam przemieszkuję z grupami i co rano cieszę się na śniadanie. Restauracja zresztą wprawiona jest w organizowaniu także wystawnych obiadów, czy kolacji. Toteż, gdy kiedyś zadzwoniłam z prośbą o przygotowanie takiej dla moich gości, usłyszałam tylko „dobrze, zapraszamy”. I to, co moi goście ujrzeli spowodowało, że Polska objawiła im się jako kraj, gdzie na pewno po ulicach nie biegają białe niedźwiedzie. Nie tylko menu było doskonale skomponowane, ale też i wszystko było znakomicie podane. Nie muszę dodawać, że byłam dumna, że polecone miejsce tak świetnie spełniło moje oczekiwania i zaskoczyło pozytywnie moich gości. Polecam i sama chętnie tam jadam.

Pierogarnia Leniwa – Jeśli chodzi o pierogi, to spokojnie mogę uchodzić za speca. 🙂 Bo to moje ulubione danie. I niezwykle jestem wyczulona na jakiekolwiek niedociągnięcia. Tutaj, w Leniwej tych niedociągnięć po prostu nie ma. Wszystkie pierogi są znakomite. Do tego polecam barszcz do popicia.

Weź Zjedz przy Szerokiej 32 B, to znakomita odmiana pierogów pieczonych. Są właściwie z wszelkim nadzieniem, jakie można sobie wymarzyć. Nie przepadam za słodkimi, więc nie wiem nawet czy takie też są. Ale mięsne czy leniwe – smakują świetnie.  🙂

Karczma w hotelu Spichrz – przy ul. Mostowej to doskonały pomysł na polski obiad w Mieście UNESCO. Wyśmienita kuchnia (z przepysznymi śniadaniami) jest gwarancją niezapomnianej wizyty w Toruniu. Sloganowo wyszło, ale brakuje słów na oddanie tak atmosfery jak i smakowitego jedzonka.

WĘGORZEWO

Karczma przy ul. Zamkowej 10 – to wyśmienite miejsce na obiad. Schabowy zacny i soczysty, pierogi smakowite, a do tego miła obsługa. Czegóż chcieć więcej w trasie?

WILANÓW

Restauracja Wilanów – ul. St. Kostki Potockiego 27, dosłownie parę kroków od kas pałacowych. Ta restauracja to w ogóle osobny temat. I to temat na rozmowę, jak inni potrafią zrozumieć pilota, któremu właśnie wali się program przez indolencję biura.

A więc – serdecznie polecam tę restaurację. Ze spokojem przyjmują wszelkie enuncjacje na temat najdziwniejszych diet, potrafią uratować z opresji, a na dodatek jeśli jest naprawdę mało czasu (bo zaraz wejście do muzeum), nikt, tak jak oni, nie potrafi skrócić czas serwisu do minimum. A jedzenie? Bardzo smaczne! Ładnie podane, i porcje całkiem słuszne. 😉

WILCZY SZANIEC

Restauracja w Wilczym Szańcu – wrócili! Dzierżawa ponoć tylko do końca tego roku, a potem nie wiadomo. Trzymamy kciuki, żeby jednak wygrali przetarg. Bo nie tylko obsługa znakomita, ale jedzenie – niemal domowe! Warto umówić się wcześniej (jeśli akurat jesteśmy z grupą) i ustalić menu.  Polecam bardzo i trzymam kciuki, żeby w przyszłym sezonie dalej nas karmili. 🙂

WROCŁAW

Okrasa – tę restaurację poleciła mi Koleżanka z Muzeum, kiedy szukałam czegoś po nieprzyjemnych doświadczeniach z Piwnicą… No i teraz już sobie nie wyobrażam, abym mogła w ogóle gdziekolwiek indziej jeść. Czy to sama, czy z grupami. Nie tylko niezwykle miła obsługa, ale też wyśmienite jedzenie. I to nie tylko pierogi. Bo jadłam tam już chyba wszystko. Wspomnienie ich francuskiej zupy wywołuje moją wzmożoną tęsknotę za Wrocławiem 🙂

Karczma Lwowska – ogrom jedzenia, ale smaczny ogrom. A do tego bardzo pomocna załoga, kiedy zmagałam się z niezwykle trudną grupą i kłopotami z kartą płatniczą.

Reklamy