Rekomendacje – restauracje

Poniżej tabelka z miastami i restauracjami – jakie warto odwiedzić. Nie opisuję wszystkich, w których jadałam, a jedynie te, które naprawdę warto odwiedzić. I tak jak w wypadku hoteli, opinie zbierałam sama jedząc w poszczególnych miejscach, ale też od  moich grup i rodziny 🙂

A zatem – smacznego !

Miasto Restauracja
Dworek

Flis – zajazd na trasie tzw. warszawskiej, 27,5 km za Gdańskiem w stronę Warszawy, tuż przy światłach i zakręcie na Nową Kościelnicę. Budynek nijak nie przypominający architektury żuławskiej. Wnętrze surowe raczej – nastawione na obsługę ruchu turystycznego. I dlatego warto się tu zatrzymać na obiad. Bowiem dania są spore, smaczne i tanie. Od lat jadam tam z grupami i sama, w drodze do lub z Gdańska. Zawsze niezmiennie cierpliwa pani gotowa doradzić co zamówić. Grupy obsługiwane są sprawnie, dzięki wcześniejszemu ustaleniu menu, a do tego uprzejmie. Warto zapamiętać adres.

Dobre Miasto

Hotel Kopczyński – Restauracja Wiktoria przy ul. Orła Białego 18, niemal na zakręcie nieopodal słynnej baszty, na której po ostatnim remoncie, niestety już nie ma bocianiego gniazda. Ale za to w restauracji jest świetne jedzenie. Typowo polska kuchnia i przemiła obsługa. Żadna z moich tras wiodących, nawet tylko w okolicy Dobrego Miasta, nie omija tego miejsca na mapie gastronomicznej. I zawsze wszyscy wychodzą stamtąd objedzeni i zachwyceni polską kuchnią. No i zachwyceni cenami, bo te są naprawdę arcy-przystępne.

Galiny

Pałac w Galinach – to nie tylko wspaniały hotel, z wyjątkową atmosferą, gdzie nawet pies z kotem są przyjaźnie do siebie nastawieni. To także KUCHNIA. Nie lubię kaczki, ani kluseczek ani musu czekoladowego… Ale do dzisiaj wspominam właśnie kaczuchę z kluseczkami zrobioną wyśmienicie. Z chrupiącą skórką, i rozpływającym się w ustach mięskiem (co w przypadku kaczki jest niezwykle trudną sztuką). Do tego mus czekoladowy… wepchnęłam go w siebie żałując, że nie mam 8 żołądków (czy nawet 9) jak słynny Alf.

Do tego śniadania wyśmienite. Chleb pachnący chlebem a nie kwasem, prawdziwe masło, i mleko, dżemy robione na miejscu i miód pachnący łąkami. Nie wspominam o wędlinach, bowiem ten wpis robię wieczorem i już słyszę jak mój żołądek głośno dopomina się podróży do Galin…

Polecam z czystym sercem, z tym większą satysfakcją, że kiedyś poleciłam to miejsce niesłychanym snobom. Takim typowym nouveau riche, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wyjechali stamtąd w milczeniu, nie mieli się czego przyczepić bidule… 🙂 i obrazili się na mnie śmiertelnie. Za moje trzy słowa: a nie mówiłam… 🙂

Gdańsk

Restauracja Zafishowani w Hotelu Hanza to dla smakoszy dodatkowy atut hotelu. Postawili na ryby. W końcu ktoś w Gdańsku!!! Nie znoszę bobu, ale ich Turbot na sosie cytrynowo – szafranowym z czarną soczewicą i blanszowanym bobem po prostu – jak mawia młodzież – wymiata!

Gdański Bowke – atmosfera i obsługa to pierwsze wrażenie. A to liczy się ogromnie, bo jak Cię widzą, tak Cię piszą… No a do tego jeszcze smakowitości na talerzu. Nawet bigos, którego nie lubię – tam mi bardzo smakował 🙂 czy z grupami, czy indywidualnie – polecam pyszności, nie tylko obiadowe. Na samo wspomnienie o śledziu na puree z jabłka – leci mi ślinka 🙂

Goldwasser – zawsze miło, z ogromną cierpliwością a co najważniejsze – z dbałością o klienta. Poziom niezmienny od lat – zawsze bardzo dobry.

Swojski Smak  – świetna i niedroga restauracja w raczej niespodziewanym miejscu. No bo ten kawałek Gdańska – czyli ulica Heweliusza nie należy do nadzwyczajnych atrakcji. Ale w momencie kiedy dostaniemy talerz, zapominamy o otoczeniu. Niebo w gębie, to najkrótszy opis. I co najważniejsze, trwają tam od lat, i od lat trzymają poziom!!!!

Manekin – sprawia wrażenie, jakby z sezonu na sezon było tam coraz lepiej z jakością. Świadczą o tym tłumy. Ale też i lokalizację wybrano świetną, bo na tyłach kampusu uniwersyteckiego.

Bar przy Potoku – koło Katedry w Oliwie – jest swoistym ewenementem. Otóż, niezmiennie od lat trzyma jakość. I niezmiennie od lat te same panie witają zgłodniałych przy okienku. Ja oczywiście jadam tam pierogi, bo są naprawdę domowe, ale na wspomnienie flaczków, czy żurku buzia rozjeżdża mi się w uśmiechu… Polecam – w czasie prezentacji organów, kiedy grupa w uduchowieniu słucha, spokojnie można zjeść pyszności… Polecam.

Villa Uphagena – warto tam zarezerwować stolik na obiad, choćby dla wspaniale odrestaurowanych wnętrz. Co do menu – należy zawierzyć Szefowi Kuchni. Ja skusiłam się na sandacza w borowikach. Mimo, że nie lubię sandacza, ten był wyśmienity. Najkrótsza charakterystyka tego dania, to że rozpływał się w ustach. Tego dnia „poszłam” całkiem w borowiki, bo zamówiłam żur na suszonych borowikach. Przyzwyczajona jestem do grzybowego smaku żuru, bo taką tradycję wyniosłam z domu. I teraz z przyjemnością wróciłam do czasów dzieciństwa. Deserów nie jadłam, bo nie lubię słodkiego, ale zerkałam na sąsiednie stoliki, i to co przy nich jedzono wyglądało smakowicie…

Tawerna Nadmorska – tu szczególnie polecam halibuta z pieca… i krem z groszku. Doskonałe usytuowanie – tuż przy alejce nadmorskiej, na trasie spacerowej nie tylko Gdańszczan, ale i turystów.

La Pampa – to absolutny hit dla tych, którzy uwielbiają steki! Porcje spore, i przyznam, że mimo łakomstwa s trudem dokończyłam danie 🙂

Restauracja KOS – smaczne jedzenie, aczkolwiek stali bywalcy tęsknią za poprzednim menu (tym sprzed rozbudowy). Mają jednak dobre burgery – więc to polecam.

Zraziło mnie,  iż kiedyś przed godziną 12:00 w południe chcąc zamówić coś z dań obiadowych dostałam propozycję śniadania 😦

Decyzja, co i kiedy klient ma zjeść, to nie zadanie restauracji. Musze sprawdzić, czy już odeszli od tego niefortunnego pomysłu 😉

___________________________________________

Szafarnia 10 – to w miarę nowy lokal, mieszczący się w nieciekawym budynku biurowym. Lokalizacja jednak jest znakomita, a dodatkowym atutem – mogącym wystarczyć za deser – jest taras dostępny z 9 piętra.

Menu jest urozmaicone i podawane w ciekawy sposób a ceny zróżnicowane.

Ale najważniejsza informacja dotyczy jedzenia. Warto się wybrać choćby po to by spróbować przystawek. Ktoś, kto nie lubi, albo nie jadł ozorków – po wizycie w Szafarni 10, zmieni zdanie. Kruche, chrupiące, i do tego łagodnie przyprawione. Chyba można to zaliczyć śmiało do tzw. hitów kulinarnych. Widać, i da się odczuć smakowo, że szef kuchni lubi to co robi J

Gdynia

Pierożek przy dawnej Alei Zjednoczenia (przemianowanej na bodaj JP2) – dokładnie vis a vis ORP Błyskawica. Jedzenie jakie podają, nie mieści się w klasyfikacji. Pierogi są smakowite – zapiekane (menu jest bardzo bogate), a do tego ilość spokojnie wystarcza na dwie osoby. Nawet przy dużym głodzie. Ze zgrozą myślę o tłumach w lecie 😉

Bollywood Lounge – smakuje naprawdę po hindusku. Aczkolwiek brakuje tradycyjnych dodatków do curry. Ale w tym przypadku brakuje mi obiektywizmu, bowiem po lunchu w Apapa Club, gdzie jedzenie naprawdę było hinduskie, a nadto na innych komponentach, bo tam i wtedy, trudno mi polubić jakiekolwiek hinduskie jedzenie w Polsce.Ale polecam tę restaurację, bowiem jedzenia sporo, ceny dość przyjazne, no i jedzonko smaczne. I tu jestem obiektywna.

Trajtek – Jak sami o sobie piszą: Nasze mega pierogi są inspirowane kuchnią tatarską. Unikalna receptura nawiązuję do kruchych, smażonych czebureków oraz drożdżowych, pieczonych kibin.I jest to prawda. Pierogi duże, ale nie powalają wielkością, więc są do zjedzenia na jednym posiedzeniu. Smaczne, i dobrze doprawione. Faktycznie można poczuć lekką inspirację tatarską. A ceny? Bardziej, niż przystępne.

Pączuś – to mała cukiernia niemal dosłownie na skrzyżowaniu ulic 10 Lutego i Świętojańskiej. Od lat istniej i od lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Ich pączki robione są „na oczach” wygłodniałego a może bardzie łakomego klienta. I jeden spokojnie wystarczy za dwa. I mimo, że nie lubię pączków, bo w ogóle za słodkościami nie przepadam, to tam akurat zapominam o swojej awersji do ciastek. Karnie staję w kolejce, mając zawsze problem z wyborem nadzienia 🙂

Gierłoż

Restauracja w Wilczym Szańcu. Wprawdzie pomieszczenie restauracyjne pozwala przenieść się w czasie raczej do lat wojennych, ale za to jedzenie jest smaczne. Ja – jak zwykle „poszłam” w pierogi. Zacne! to miejsce nie tylko dla samotnego zgłodniałego turysty, ale też dla grup, które po walce z tabunami komarów i kilometrami pośród ruin – chcą zjeść smacznie i tanio. Jakość adekwatna do ceny.

Gietrzwałd

Karczma Warmińska– wciąż lubię tam jadać. Kwaśniak warmiński niezmiennie przypomina smaki dzieciństwa. A niełatwo zrobić kapuśniak, który jest „w sam raz” 🙂

Giżycko

Restauracja Kuchnie Świata była pierwszą restauracją, która mi wpadła do głowy, kiedy grupa nagle orzekła, że wszyscy zaraz zejdą z głodu. Na szczęście nie był to jakiś tłum, ale tak czy inaczej – obsługa zareagowała bardzo miło, i na dodatek jedzonko wszystkim bardzo smakowało – polecam.

Elbląg

Złoty Żuraw – ta restauracja była aktem rozpaczy. Głodne po którymś szkoleniu, szukałyśmy z koleżankami  miejsca gdzie można smacznie i tanio zjeść. Moją ulubioną pierogarnię zastałam zamkniętą, a na ich stronie pojawiła się informacja o zawieszeniu działalności w lokalu przy Mostowej. No i myślałam, że to już koniec moich przyjemności podniebieniowych w Elblągu. Któraś z koleżanek zaproponowała „chińczyka”… No i tak już zostało. W Złotym Żurawiu jedzenie jest prze-wyśmienite, a na dodatek tanie. Z czystym sercem POLECAM.

Restauracja w hotelu Vivaldi. Lubię burgery. I dlatego, gdy przeczytałam w menu, że tu akurat serwują – ucieszyłam się bardzo. Burger był smaczny i wielki 😉 wrócę na jeszcze, tym bardziej, że latem właśnie tam się zatrzymuję, gdy mam nazajutrz spotkac się z grupą.

Kętrzyn

Zajazd pod Zamkiem – akurat czekali chyba na grupę, ale mimo tego zostaliśmy posadzeni przy stoliku, doradzono nam, co zjeść. Nie pamiętam już, co to było – ale pamiętam, że było smaczne. I niedrogie, co ważne dla podróżujących. Na dodatek nie czekaliśmy długo. 😉 Polecam.

 Kraków 

Chłopskie Jadło – Grodzka. w tym przypadku nie potrzeba wielu słów. Jedzenie znakomite, a obsługa niezwykle serdeczna. Miałam wyjątkowo trudną grupę, i właśnie sadzając ich w Chłopskim Jadle mogłam odpocząć, i odetchnąć. Na dodatek mój popłoch w kwestii dziwnych diet ugasili w zarodku 🙂

Kogel Mogel przy Siennej – od lat jadam tam z grupami, a do tego mamy zawsze warsztaty pierogowe. Tak jedzenie jak i obsługa znakomite!

Lidzbark Warmiński

Starówka – znajduje się przy ul. Hożej, tuż przy murach miejskich. Chciałam tam zjeść, bo jak tu proponować grupie obiad, nie wiedząc jak smakuje. Od teraz będę tam jadała. Bo nie dość, ze lokal sympatyczny – mimo jakiegoś zgromadzenia kobiet, które krzyczały jedna przez drugą, to na dodatek jedzenie smaczne, a obsługa bardzo sympatyczna. Polecam.

________________________________________________

Pizzeria/Pierogi przy ul. Dębowej 5, niemal tuż przy Bramie Wysokiej (od strony wschodniej).

przy ul. Dębowej nr 5. Nie lubię pizzy, więc nie wiem jaką tam podają, ale za to pierogi są rewelacyjne. Malutki lokal, ale warto nawet poczekać na stolik.

Lipno

Raz Dwa Trzy – życiem rządzą przypadki, i tak też trafiłam z grupą tutaj. Z trasy, bez zapowiedzi. A tu – miła niespodzianka, bufet, i miłe panie podające wybrane dania. Szybko, sprawnie i TANIO. Od tego momentu – wracam! I polecam.

Malbork

Gothic Cafe – o Bogdanie Gałązce i jego restauracji napisałam już tyle, że właściwie nic nowego nie wymyślę. No bo ileż można piać z zachwytu 😉 Ileż można przypominać, że nie znoszę dyni, a za jego zupę dyniową dałabym się nawet i pokroić 😉 no i te pierogi… Ja w ogóle kocham pierogi, więc całą Polskę mam rozpisaną na pierogi. A te tutaj, to niebo w gębie. Ale też są i kanapki, które przyprawiają mnie o westchnienie niedowierzania ilekroć je widzę. Są piętrowe, i mam wrażenie że za każdym razem są wyższe 😉 nie będę opisywała poszczególnych pozycji z menu – to po prostu TRZEBA zobaczyć i trzeba spróbować 😀

Mikołajki

Spiżarnia – to miejsce, gdzie można się najeść w miłej atmosferze, i do tego niedrogo i smacznie. Niewiele jest takich miejsc w znanych miejscowościach. A Mikołajki przecież w lecie zatłoczone są niesłychanie. Jadłam tam już chyba wszędzie, ale zdecydowanie polecam właśnie Spiżarnię. I na dodatek już sama nazwa kojarzy się ze smakowitościami 🙂

Nowy Dwór Gdański

Bar Kaper – niestety nie mają strony internetowej. Pyszne placki na bazie kaszy gryczanej, placek z gulaszem i parę innych smakowitości – powoduje, że każdorazowa wizyta w Nowym Dworze Gdańskim zamienia się w ucztę dla podniebienia J a do tego przemiła córka właściciela, zdecydowanie dodaje miejscu sympatycznej atmosfery. Bar znajduje się na tyłach budynku Żuławskiego Ośrodka Kultury. Trzeba przejść przez parking, przed Ośrodkiem, i wyjść nad Tugę.

Oświęcim

Art. Deco – mimo sąsiedztwa Obozu Niemieckiego, to jedyne przyzwoite miejsce do zjedzenia lunchu z grupą przed wyruszeniem w dalszą trasę. Bo wizyta w Auschwitz to przeważnie przerwa w trasie właśnie, i potem trzeba gonić dalej. Ważne więc by goście coś zjedli, zanim z głodu i emocji zejdą. No i dlatego od lat jadam w Art Deco. Ustalamy menu telefonicznie, czasem dla pewności zapisuję nazwiska gości przy daniach, żeby było szybciej. I zawsze jedzenie jest na czas, smaczne i do tego podane z uśmiechem. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu mimo niezwykłego ruchy, panie serwujące dania zawsze mają dobre słowo i uśmiech (nie przyklejony) na twarzy.

Olsztyn

Pierogarnia Brunner – co tu dużo mówić… wyśmienite pierogi i bardzo miła obsługa, a do tego ceny bardzo przyjazne. Ja nie dlatego lubię Olsztyn, ale dzięki temu lubić mi go znacznie łatwiej.

Restauracja Staromiejska – Od zawsze tam jadałam, i od zawsze był to dla mnie synonim dnia wolnego, wycieczki, zwiedzania. Dlatego przywiązana jestem do Staromiejskiej. I lubię tam jadać, cokolwiek. Bo mi to przypomina młodość.

Karczma Jana – Kolejna restauracja warta odwiedzenia. I dobrze, że coraz więcej propozycji w mieście. Tutaj tez jest smacznie i czasem mam problem które z tych trzech moich ulubionych miejsc wybrać… teraz często losuję 😉 w Karczmie szczególnie polecam spróbować golonkę 😉

Olsztynek

Karczma w skansenie -Tutaj cokolwiek – począwszy od chleba a na tradycyjnym schabowym kończąc – jest smaczne.W lecie nieco trudno wejść z grupą z marszu, ale od czego są  telefony 😉 Niestety mimo bardzo miłej obsługi – kuchnia jest bardzo wolna. I trzeba się liczyć z co najmniej godzinnym opóźnieniem, bez względu na to czy się ustali menu czy nie.

I UWAGA – wciąż trzeba tłumaczyć na języki obce 😉

Reszel

Hotel Zamek ma świetną restaurację. I właściwie tym jednym zdaniem można wyrazić wszystko. Ale – jeśli kiedykolwiek ktokolwiek zdecyduje się na obiad w restauracji zamkowej, niech lepiej uważa, bo porcje są słuszne, a smak tak wyborny, że będąc już najedzonym – je się na zapas 😉

Śniadania pachną świeżymi bułkami. Nie takimi dmuchanymi jak w gdańskich piekarniach. Prawdziwymi. Pachnącymi dzieciństwem. Do tego masło o konsystencji prawdziwego masła, a nie bryły kupowanej w markecie. No i jajecznica z jajek o żółtkach pomarańczowych niemal, ze szczypiorkiem. Bardzo smaczna kawa, i mleko warmińskie.

Ryn

Karczma u Wallenroda – Nie spodobało nam się w zamku ryńskim. Będąc u siebie w kraju nie mogliśmy pobić konkurencji niemieckich gości, wokół których wszyscy bez wyjątku tańczyli jak przysłowiowe misie na łańcuchach. Nie – nie była to rodzina Hohenzollernów. Jakiś herr i jego frau w wieku prawie węgla kamiennego. Zdegustowani obsługą i sytuacją wyszliśmy z hotelu, zmieniając plany – i postanawiając tam ani nie nocować ani nie jeść. Za to rozejrzeliśmy się po miasteczku i w końcu trafiliśmy do Karczmy nad jezioro.Kotlet schabowy, jakiego tam jadłam był soczysty i pulchny, taki jak kiedyś robił Akpan… Ziemniaki puree były znakomicie przyprawione. A mizeria smakowała, jak dawno żadna inna. Na deser już nie mieliśmy miejsca. I w ten sposób mamy znakomite miejsce na obiady w trasie.ps. dzięki ryńskiej zamkowej niegościnności, wybraliśmy zamek w Reszlu. I był to doskonały wybór, o czym wyżej.

Sejny Karczma, w której posiłki warte są dodatkowych centymetrów w pasie… a obsługa ma wręcz boską cierpliwość.
Sopot Nie znoszę Sopotu z jego sezonowym tandemem: tandetą i kiczem… Poza tym jest to jedno z najbardziej nieprzyjaznych turystom miast jakie odwiedzam…

Ale….

Piaskownica to osobny rozdział. Stała się niemal naszą rodzinną knajpką na lato. Znakomite jedzenie (ach te pierogi z jagodami!!) i błysk w oku właścicieli, kiedy rozpoznają stałych klientów – a do tego ceny bardziej niż przyjazne – to wszystko powoduje, że tylko czekamy na okazję by się skrzyknąć rodzinnie i zgodnie pomaszerować alejką nadmorską ku restauracji na cokolwiek, byle tam 🙂

Św. Lipka  Karczma Berta

To miejsce, gdzie lepiej się zaanonsować wcześniej. Bowiem zawsze brakuje miejsca. I nie dziwota. Jedzenie mają znakomite, miejsce cudne. Obsługa – serdeczna. I czegóż chcieć więcej.

Ja oczywiście zawsze sprawdzam jakość pierogów. Jeśli są smaczne, to znaczy że i reszta też. Tutaj – na 100% znakomite jedzenie.

Toruń

Hotel 1231 – od lat tam przemieszkuję z grupami i co rano cieszę się na śniadanie. Restauracja zresztą wprawiona jest w organizowaniu także wystawnych obiadów, czy kolacji. Toteż, gdy kiedyś zadzwoniłam z prośbą o przygotowanie takiej dla moich gości, usłyszałam tylko „dobrze, zapraszamy”. I to, co moi goście ujrzeli spowodowało, że Polska objawiła im się jako kraj, gdzie na pewno po ulicach nie biegają białe niedźwiedzie. Nie tylko menu było doskonale skomponowane, ale też i wszystko było znakomicie podane. Nie musze dodawać, że byłam dumna, że polecone miejsce tak świetnie spełniło moje oczekiwania i zaskoczyło pozytywnie moich gości. Polecam i sama chętnie tam jadam.

Pierogarnia Leniwa – Wprawdzie to już nie to, co jeszcze ze dwa lata temu, ale wciąż jest ok. A jeśli chodzi o pierogi, to spokojnie mogę uchodzić za speca 🙂 bo to moje ulubione danie. I niezwykle jestem wyczulona na jakiekolwiek niedociągnięcia. Mam nadzieję, że owe potknięcia były spowodowane wyłącznie złym humorem szefa kuchni…

Manekin w Rynku wciąż cieszy się dobrą opinią i wciąż go polecam, choć mam wrażenie, że ten w Gdańsku zdecydowanie bardziej wart grzechu 🙂

Karczma w hotelu Spichrz – przy ul. Mostowej to doskonały pomysł na polski obiad w Mieście UNESCO. Wyśmienita kuchnia (z przepysznymi śniadaniami) jest gwarancją niezapomnianej wizyty w Toruniu. Sloganowo wyszło, ale brakuje słów na oddanie tak atmosfery jak i smakowitego jedzonka.

Wrocław

Okrasa – tę restaurację poleciła mi Koleżanka z Muzeum, kiedy szukałam czegoś po nieprzyjemnych doświadczeniach z Piwnicą… No i teraz już sobie nie wyobrażam, abym mogła w ogóle gdziekolwiek indziej jeść. Czy to sama, czy z grupami. Nie tylko niezwykle miła obsługa, ale też wyśmienite jedzenie. I to nie tylko pierogi. Bo jadłam tam już chyba wszystko. Wspomnienie ich francuskiej zupy wywołuje moją wzmożoną tęsknotę za Wrocławiem 🙂

Karczma Lwowska – ogrom jedzenia, ale smaczny ogrom. A do tego bardzo pomocna załoga, kiedy zmagałam się z niezwykle trudną grupą i kłopotami z kartą płatniczą.

Węgorze-wo

Karczma przy ul. Zamkowej 10 – to wyśmienite miejsce na obiad. Schabowy zacny i soczysty, pierogi smakowite, a do tego miła obsługa. Czegóż chcieć więcej w trasie?

Piaski 

Nowa Karczma (k. Krynicy Morskiej)

Four Winds (Restauracja i Hotel) 

No, tutaj to mam problem z definicją. I klasyfikacją. Bo jeśli napiszę że to hotel, to okaże się, że nie ma nic z typowo hotelowej atmosfery anonimowości. A jeśli napiszę, że pensjonat, to będzie krzywdzące.

Jedno jest wszakże pewne, Karol Urbanowicz, który jest właścicielem, postawił na kuchnię. I to jaką!! Jeśli łosoś, to wyłącznie bałtycki! I to podany w taki sposób, że aż korci, żeby zrobić zdjęcie… Krewetki, halibut, czy węgorz – wszystko to znakomicie przyrządzone i bardzo atrakcyjnie podane.

O tym, że kuchnia znakomita, świadczą tłumy w porze obiadowej.

 

Reklamy

Rekomendacje – hotele

Poniżej w tabeli wpisuję hotele, w których na pewno można zatrzymać się bez obaw a nawet z przyjemnością. Opinie o hotelach są nie tylko moimi. Jako, że znana jestem z krytycyzmu, ba nawet czasem z krytykanctwa, postanowiłam też zasięgnąć opinii moich gości, by całość była maksymalnie obiektywna.

Miasto

Hotel

Harsz

Stara Szkoła – miejsce absolutnie wyjątkowe. Koty tańczące wokół nóg, znakomita jajecznica na śniadanie, i widok na jezioro o zachodzie słońca – to balsam zalewający duszę.  Wszędzie blisko, a jednak na uboczu, w samym sercu Galindii.

Galiny

Pałac w Galinach – miejsce, gdzie można doładować akumulatory psychiczne, zostać dopieszczonym kulinarnie, i za każdym razem jest się witanym jak najdroższy gość.

Gdańsk

Hotel Hanza  – w centrum wszystkiego 🙂 a dla smakoszy – dodatkowym atutem hotelu jest restauracja.

Hotel Admirał  – na tyłach Targu Rybnego, ok. 10 minut od Długiego Targu

Hotel RadissonBlu  – już bliżej nie można 🙂 Krótko: Załoga nadzwyczaj cierpliwa i bardzo koleżeńska, i wyśmienite śniadania.

Gierłoż

Księżycowy Dworek – hotel położony niedaleko słynnego Wilczego Szańca. Mimo, że sąsiedztwo dość mroczne, sam hotel jest bardzo sympatyczny. Pokoje są przytulne a śniadania znakomite – z pyszną kawą. I mimo, iż Ewa Braun nigdy tam tak naprawdę nie nocowała, wieczorem włączyłam wszystkie światła, bo jakoś nie mogłam się pozbyć wrażenia „ciężaru historii” 🙂 Dojazd do hotelu przez las – szczególnie późnym wieczorem wymaga nie lada orientacji, bowiem z drogi na Parcz skręca się w las. To niedaleko, bo raptem około może 200 metrów, ale mimo wszystko trzeba uważać, by nie skręcić w złym kierunku 😉 I tym przyjemniejsza jest niespodzianka, kiedy dojeżdża się do dworku  – przed którym, prócz miłej pani z recepcji, czeka wielki kudłaty pies z uśmiechniętym pyskiem.

Elbląg

Hotel Vivaldi  – na Starym Rynku, bliżej Katedry Św. Mikołaja już być nie mogło, co jest atutem hotelu. Smaczne śniadania a dla miłośników burgerów – gratka, bo serwują je wyjątkowo smaczne.

Hotel Elbląg – dawny Dom Królów – doskonale położony w sercu Starego Miasta. Wygodne i ładne pokoje, bogata historia miejsca, powodują, że dobrze się tam mieszka.

Pensjonat MF jest doskonały dla tych, którzy wpadają do miasta na dzień lub dwa. Dogodne położenie, aczkolwiek głośne sąsiedztwo. Ale atutem są smaczne śniadania.

Hotel Pod Lwem, przy ulicy Kowalskiej, z niezmiernie ciekawą historią. Aczkolwiek na stornie hotelu jest błąd. Otóż pierwszy właściciel nie był członkiem Kompani Wschodnioindyjskiej, a Kompanii Wschodniej. Przy wystroju pokojów hotel poszedł w troszkę nieciekawe kolory – ale ogólnie miejsce dobre na nocleg w trasie.

Kraków

Hotel Columbus, położony przy ul. Starowiślnej. Niedaleko Kazimierza, bo dosłownie „za rogiem”, oddalony od Rynku o jakieś 20 minut (na piechotę). Smaczne śniadania i miła obsługa.

Lidzbark Warmiński

Hotel Krasicki – położenie w najbliższym sąsiedztwie Zamku Biskupów Warmińskich gwarantuje wspaniałe doznania estetyczne. Hotel nowy i z międzynarodowym wyróżnieniem. I mimo sławy udaje się zachować styl i klasę 🙂 Pokoje przytulne, a jedzenie bardzo dobre.

Reszel

Hotel Zamek – wprawdzie nie spotkaliśmy tam ducha, ale miejsce zacne, z wygodnymi i bardzo ciekawie zaaranżowanymi pokojami i świetną restauracją.

Trafiliśmy tam po niesympatycznym doświadczeniu w Rynie, na dodatek jesienią, kiedy średniowieczne mury raczej ziębnią niż grzeją. Pani z recepcji zaprowadziła nas stromymi schodkami do pokoju, niosąc grzejnik pod pachą.

Sejny

Tamtejszy Dom Litewski polecam wszystkim  w trasie, mimo, że standard pokoi daje obraz czasów tzw. komuny. Dlaczego polecam? bowiem jest czysto i schludnie, a nadto sympatycznie. No i w Domu Litewskim jest Karczma, w której posiłki warte są dodatkowych centymetrów w pasie…

Toruń

Hotel 1231 – to jedno z tych miejsc, gdzie pamiętają o upodobaniach gości i witają jak dobrych znajomych. Pokoje są wygodne, a śniadania znakomite. Restauracja serwuje świetne dania, doskonale dopasowując się do różnych diet i wymagań podniebienia. Lubię tam wracać, bo wiem, że będzie nie tylko bardzo wygodnie, ale i bardzo sympatycznie.

Pod Czarną Różą przy ul. Rabiańskiej – to było pierwsze miejsce, w którym nocowałam w Toruniu, i jako takie wciąż ma ciepłe miejsce w moim sercu. No i kot który w holu rezydował na kanapie, zdecydowanie dodaje hotelowi „serca”. Śniadania są smaczne, i dające posmak domowych. Pyszna kawa 😉

Hotel Gotyk – położony przy ul. Piekary, to miły przystanek po oprowadzaniu grupy. Smaczne śniadania i miła obsługa, a nadto bliskość Rynku (tu wszystko w Toruniu jest blisko Rynku), gwarantuje relaks po ciężkim dniu.

Hotel Polonia położony jest przy ul. Chełmińskiej jakieś 5 minut od Rynku. Aczkolwiek pokoje może nieco tęsknią za nowoczesnością, do której tak przywykliśmy – ale mimo tego dla zmęczonego wędrowca, po całym dniu „ganiania” z grupą, czy po ciężkiej trasie z Wrocławia, to przytulne miejsce na nocleg.

Hotel Spichrz – przy ul. Mostowej to doskonały pomysł na nocleg w Mieście UNESCO. Atrakcyjnie urządzone pokoje, a na dodatek wyśmienita kuchnia (z przepysznymi śniadaniami) jest gwarancją niezapomnianej wizyty w Toruniu. A do tego niezwykle cierpliwa Załoga, umiejąca odpowiedzieć na każde nawet najdziwniejsze pytanie – zawsze z niewymuszonym uśmiechem.

Hotel Solaris, znajduje się przy ulicy Panny Marii, vis a vis kościoła pofranciszkańskiego. Nie tylko ma znakomitą załogę, ale też zacne jedzenie.

Wrocław

Sofitel  przy ulicy Św. Mikołaja, o niecałe 5 minut drogi od Rynku, ma bardzo wygodne pokoje, znakomite śniadania, i obsługę o niesłychanej cierpliwości.